Blog Ani

Czyli okiem hodowcy

23. lipca 2018 21:22
by Ania
0 Komentarze

Słaba siara i co dalej???

23. lipca 2018 21:22 by Ania | 0 Komentarze

Przypomnę swój tekst z zeszłego roku, bo jak to się mówi "na czasie" i może się przydać.

 

... Ostatnio jeden z niewielu weterynarzy specjalizujących się w leczeniu alpak napisał tekst o siarze, czyli pierwszym mleku. Można go przeczytać tutaj, a fragmenty pozwolę sobie cytować. O zgodę co prawda nie pytałam ale… zapytam przy okazji ;)

Artykuł mądry i treściwy ale jak to się ma do praktyki? Jak to wygląda? Słaba siara – dobra siara… jak wymyślić czy ona dobra czy nie, jak … jak… co i jak???

Rodzi się małe…

najczęściej już podczas suszenia pojawia się odruch ssania, trzeba do mamy podstawić…

trafi sam do cyca ale wiadomo wszem i wobec, że ja nadopiekuńcza pańcia jestem.

Pomijając wszelkie pojawiające się w tym momencie trudności i problemy (matka uciekająca z cyckiem, kopiąca, bolesne wymię, czy w końcu brak mleka) małe zasysa i ssie. Jeden mlask, dwa… minuta, dwie…

 

"Minimalną ilością, która dostarczy wystarczającą ilość IgG dla osiągnięcia bezpiecznego poziomu przeciwciał w surowicy krwi, jest 130 ml siary wypitej do 4-8 godzin po porodzie."

 

I bądź tu człowieku mądry i wymyśl ile maluch wyssał?

Rozwiązaniem jest zdojenie pierwszego mleka i podanie go maluchowi. Kto doił ten wie jak to się… jak biedronkę, a jeszcze niektóre mamusie mają tak maleńkie sutki! U jednej z moich dziewczyn aktualnie posiadającej prawie dwu miesięcznego malucha nie była bym w stanie wydoić nawet kropelki, chyba że pęsetą.

Czy maluch po raz pierwszy nakarmiony butlą będzie wiedział, że po więcej trzeba do mamy? Mam wątpliwości. Poza tym pierwszej porcji raczej nie będzie 130 ml, tyle powinien wypić przez pierwsze 4-8 godzin, a jak zdrowy i silny to pije co chwilę. Jeżeli z maluchem wszystko w porządku, łazi za matką i za cyckiem to nie ingeruję, niech sobie radzi… ale tak naprawdę nie ma podglądu ile on tej siary wypije, o jakości tej siary nie wspominając. Nie wiem czy ktokolwiek na miejscu bada siarę, muszę popytać.

Pozostawmy gdybania, wypił-nie wypił i ile wypił i co wypił…

Absolutnie najważniejszym wskaźnikiem dobrego rozwoju malucha jest przyrost masy ciała. Tak! Ważę codziennie… przez pierwszy tydzień, jak słabo przybiera to dwa, trzy… i dłużej.

 

Taka sytuacja u przed ostatniego malucha.

Urodził się nie za wielki, niecałe 6 kilo ale suri i od pierworódki… zresztą sama mamusia urodziła się z masą 3,650– rodzinne.

Ważony codziennie przybierał na wadze stopniowo, średnio… 8 dnia zważony… wyjechałam na dwa dni, po powrocie, trzeciego dnia ważę, jest pół kilo mniej!

Taki troszkę osowiały, temperatura na granicy gorączki (39stopni) na szczęście poszedł „na stronę”. Pobiegłam natychmiast i niestety spod ogonka wyleciała żółta woda.

Żółtą wodę przerabiałam kilka tygodni wcześniej u jednej z panien, nic nie działało! NIC…

Tak, że mam apel do wszystkich świeżo upieczonych „rodziców” cria, ważcie maluchy! I bardzo ale to bardzo się im przyglądajcie. Rozumiem, że nie mając porównania nie wiemy jak powinien się zachowywać maluch. Polegiwanie zrzucamy na odpoczynek.

Cria ma prawo odpoczywać i przysypiać właściwie przez pierwszą dobę. Drugiego dnia już zdecydowanie więcej łazi niż leży, a trzeciego powinien brykać. Jeżeli w trzeciej dobie nadal „odpoczywa” to jest to już alarm. Jeżeli stado się oddala, a młode nie podnosi się i nie podąża za matką to jest źle. Zdarza się oczywiście, że całe stado ma sjestę, wszystkie albo większość leży i śpi aż chrapie… ale i wtedy maluchy, jeżeli jest ich kilka potrafią brykać i zbierać plujące ochrzany od ciotek, na które „przypadkiem” wskakują.

Z moich obserwacji wynika, że jeżeli trzeciego dnia bryka i jest wszystko ok to możemy troszkę ochłonąć, powinno być dobrze… oczywiście codziennie ważymy…

Przyznam, że jak maluch w 4, 5 dobie przybiera mi po 300 gram i więcej to już go nie męczę z codziennym ważeniem. Tak wybiórczo co tydzień, 10 dni wtedy sprawdzam.

Ale! Jeżeli maluch od początku nie jest okazem zdrowia, kiepsko przybiera na wadze, niby wszystko w porządku ale jednak mam jakieś „ale” to ważę codziennie i codziennie staram się go najść w sytuacji intymniej. Koniecznie trzeba podglądać co spod tego ogonka wylatuje.

Newralgicznym okresem dla takiego młodego jest ok dwóch tygodni od porodu. Wtedy to powolutku kończą się przeciwciała pobrane z mlekiem matki i maluch musi zacząć żyć na własny rachunek. Jeżeli siara była słabej lub tylko słabszej jakości to właśnie w tym okresie cria jest najbardziej narażone na zachorowania.

W obu przypadkach u moich tegorocznych maluchów 11 dnia musiała nastąpić interwencja weterynaryjna. W obu przypadkach było początkowe słabe przybieranie na wadze (w dolnych granicach normy), w obu przypadkach pojawiło się rozwolnienie (charakterystyczna i łatwe do zaobserwowania nawet w zbiorczej toalecie żółta woda), nieznacznie podwyższona temperatura, w obu przypadkach pojawiły się problemy z oczkami. Levis to sobie kawał trawy do oka włożył, ale dziewczę nie miało ciał obcych, krople z antybiotykiem pomogły.

 

"Jeśli odpojenie dobrą siarą jest zapobieganiem FPT, tak przetaczanie osocza pozostaje jedyną metodą uzupełnienia niedoborów odpornści biernej. Wyjściowa dawka wynosi od 15 do 25 ml osoczna na kg masy ciała cria, jednak w przypadku trwającej lub rozwijającej się posocznicy, przeciwciała są szybko zużywane przez organizm do walki z infekcją. W efekcie mogą się okazać konieczne dwa lub trzy wlewy dożylne osocza."

Tylko moja nadwrażliwość i czujna obserwacja spowodowały, że oba maluchy żyją. Szybkie rozpoznanie pierwszych symptomów choroby dało nam przewagę nad posocznicą, odporność nie była jeszcze krytycznie niska, nie „pożarło” wszystkich przeciwciał. Im wcześniejsza interwencja tym znacznie większe szanse na wyzdrowienie.

 

Miło powspominać... oba łobuziaki już dawno w nowych domach, Levis to nawet po salonach bryluje, hihiii...

A my nauczeni doświadczeniem podajemy w tym roku krowią siarę wszystkim nowo narodzonym maluchom. Nie twierdzę, że tak trzeba ale nie stać nas na sprawdzanie czy siara matki była wystarczającej jakości i czy było jej wystarczająco dużo. Na pewno nie zaszkodzi, a brykających 14 tegorocznych maluchów potwierdza, że chyba jednak działa. Pomimo częstych problemów z maluchami w tym sezonie (info od weta) u nas, odpukać w niemalowane i tfu, tfu, tfu... jeszcze nie mieliśmy z nimi problemów. 

Poszukajcie hodowców bydła w okolicy, popytajcie weterynarzy. Nasze zapasy mamy właśnie dzięki uprzejmości lekarza. Krowy produkują tak dużo siary, że rolnicy często ją po prostu wylewają. Na pewno chętnie się podzielą, a Wy możecie ten eliksir życia zamrozić i być przygotowani na turbodoładowanie swojego wyczekiwanego oseska.